Z czym kojarzy się jesień w naszym regionie? Naturalnie z grzybami. Bo i właśnie o ich wysypie sporo podczas festynu w Ochli mówiono. Może dlatego wzięciem cieszyły się wiklinowe kosze. Innym przebojem były dynie i… miód. Klienci szukali tego najlepszego na przeziębienie. To także przecież specjalność tej pory roku.
Jesień już się u nas rozgościła, co widać nie tylko po kolorach liści i ciepłych kurtkach. Zmianę widać było także na stoiskach podczas tradycyjnego jesiennego jarmarku w zielonogórskiej Ochli. Królowały miody i… dynie, które zdobiły nie tylko stoiska, ale ich motyw pojawiał się na tkaninach, odzieży.
– Dla mnie ta z różową nitką, a dla córki z fioletową – Paulina Różalska kupowała robione na drutach czapki dla siebie i córki. – Teraz takie są modne. Próbowałam sama zrobić latem, ale zabrakło mi cierpliwości.
O zmianie pory roku mówią również właściciele pasiek. Wcześniej klienci kupowali coś na serce, na stawy, teraz proszą o miody „na przeziębienie”.

– Kochana, tylko lipowy i ten z nawłoci – zachwalał wyniki pracy swoich pszczół właściciel pasieki. – Gryczany i spadziowy też warto mieć. Miód jest najlepszy, łagodzi kaszel, zbija temperaturę, to też naturalny antybiotyk.
W pewnej chwili spory tłumek zebrał się przy stoisku z koszami wiklinowymi. Jak przekonywał doświadczony grzybiarz na grzyby tylko z takim koszem, bo przez szparki rozsiewają się zarodniki.
– Żadne wiadro, czy nie daj Boże foliówka – słyszymy.
– Lubuskie piękne jest o każdej porze roku, ale jesień jest chyba najbardziej charakterystyczna – mówił kupując taki kosz wicemarszałek lubuski Grzegorz Potęga. – Przecież jesień kojarzy się najbardziej z lasami, a nasz region od zawsze był mekką dla wielbicieli grzybobrania. Jesień to także miód i okres wytężonej pracy winiarzy. Podobne imprezy to znakomity pomysł, gdyż pokazują w jak urozmaiconym i… smacznym regionie żyjemy. A skansen stanowi doskonałą do tego scenografię.
Bowiem impreza w Ochli już tradycyjnie nie jest tylko sezonowym jarmarkiem. Przy okazji muzealnicy prezentują nasze kulturowe bogactwo i dziedzictwo. I tak goście m.in. mieli okazję poznać etapy ręcznej obróbki lnu, czyli międlenie, cierlenie – czesanie,

· Wytłoczymy winogrona i skosztujemy świeżego soku, obejrzymy widowisko „Łupaczka z tańcem”, czyli żniwa kukurydziane po bukowińsku, w wykonaniu zespołu „Watra” z Brzeźnicy – zapowiadał dyrektor skansenu Tadeusz Woźniak. – Wprowadzi nas to w świat tradycyjnych prac gospodarskich przy obróbce kukurydzy, a do tego śpiew i tańce. Jesień to wyjątkowa i bardzo pracowita pora roku i mam nadzieję, że tutaj czujemy jej atmosferę.
Wielu gości przyciągnęło stoisko Lubuskiej Izby Rolniczej, gdzie serwowano potrawy z ziarna…
– Nie spodziewałem się, że bezmięsne kotlety mogą tak smakować, a ten humus z ciecierzycy wcale nie jest gorszy na chlebie niż smalec – nie może nadziwić się Krzysztof Turek.
Możemy stwierdzić, że jesień przywitaliśmy godnie. Na starcie imprezy nie było wielu ludzi, później alejki się zapełniły gośćmi.
– To było do przewidzenia, ludzie musieli wrócić z grzybobrania – skomentował jeden ze sprzedawców.
Cóż, jesień w Lubuskiem.





















